środa, 6 maja 2015

Rozstania i powroty

Nadszedł moment, który musiał nastąpić. Usiadłam zrozpaczona na betonowym murku między przystankiem, a dużym, okazałym budynkiem. Z trudem połykałam coraz bardziej piekące łzy. Nie chciałam bynajmniej, by ktoś podszedł i pogorszył sytuację. Kiedy płaczesz publicznie, ludzie próbują Cię powstrzymać, gdyż sami czują się skrępowani. Popełniłabym towarzyski nietakt, gorszy niż przeklinanie. Wszakże trudno okazać człowieczeństwo.
Chwilę wcześniej usłyszałam garść cierpkich, aczkolwiek prawdziwych słów. A może wcale nie były dotkliwe, tylko ja spodziewałam się czegoś słodkiego? Najlepiej, gdyby pogładzono mnie po główce, zapewniając, że "jakoś to będzie". Zawaliłam. Znów muszę zaczynać od początku.
Siedząc tak jednak samotnie, i rozpamiętując wszystkie popełnione błędy, doznałam wrażenia bycia opuszczonej przez cały świat. Pragnęłam wtulić się w czyjeś bezpieczne ramiona. Kogoś, kto nie kocha mnie za to, co zrobiłam, lub czego nie zrobiłam. Kocha mnie od tak, bez powodu. Ściślej rzecz ujmując, zatęskniłam za Największym Przyjacielem. Minęło już tyle czasu, nawet nie wiedziałam jak znów powinnam z Nim rozmawiać. Żadne sensowne słowa nie przychodziły mi na myśl.
Powróciłam wspomnieniami do przeszłości...
Jeszcze niedawno byłam tak wściekła, chciałam zaznać innego życia. Myślałam, iż bunt jest jedynym wyjściem, gdyż inaczej nie zdobędę tego, co sobie wymarzyłam. Nie zważałam nawet, że te "pragnienia" są wyniszczające. Ty, troskliwy Rodzic, obserwowałeś moje poczynania z niepokojem. Chociaż tak bardzo się od Ciebie oddaliłam, nigdy nie przestałam czuć opieki, którą nade mną nieustannie roztaczasz. Wszystkie przepłakane dni, ogrzewałyby niczym promyki słońca, gdybym tylko wtedy Ci zaufała... "Tatusiu, Ty jedyny wiesz, jak ogromnie żałuję, znasz mój wstyd. Przepraszam za wszystko. Twoja marnotrawna córka" - ułożyłam króciutki list, po czym wysyłam go do nieba.
Wymuszenie na sobie czegokolwiek nie miałoby najmniejszego sensu. Bóg również doskonale o tym wiedział, dlatego cierpliwie czekał. Zatęskniłam. Wystarczy raz jeden zaznać Jego miłości, by załapać sens moich słów.
Przede mną jeszcze długa droga, lecz nie jestem sama. Nigdy nie byłam. Muszę przystanąć, odetchnąć, rozejrzeć się w około. Zbyt długo uważałam siebie za pępek świata, muszę postawić wreszcie temu kres. Na szczęście mam Boga, który mnie umacnia.

Cytat, który często dodaje mi otuchy:

"Życie to pasmo problemów: albo akurat przeżywasz kłopoty, albo z nich wychodzisz, albo przygotowujesz się na kolejne. Dzieje się tak dlatego, że Boga bardziej interesuje twój charakter niż twoja wygoda. Bóg woli prowadzić cię do świętości niż do szczęścia."

A to cudo sprawia, że nie potrafię zatrzymać łez...